— Nie dziwię się niczemu i co najwyżej zazdroszczę — rzekł ze zdawkowym pochlebstwem.

Spojrzała nań długo, przeciągle, a potem odwróciwszy się, zamieniła z Borzyckim kilka zdań, których Butrym nie mógł dosłyszeć. Widział tylko, jak podała chłopcu rękę, którą tenże z niskim pokłonem gorąco ucałował. Potem dodała głośno:

— Będzie pan dziś u mnie wieczorem, panie Stefanie?

— Jeśli pani pozwoli...

Borzycki pożegnał się z profesorem i wyszedł. Księżna patrzyła za nim w zadumie.

Ocknęła się po chwili.

— To taki śliczny i taki czysty w duszy chłopiec...

— Tak — przyświadczył Butrym — bardzo dzielny i piękny człowiek. Zdziwiłem się, gdym go tu zobaczył, gdyż miał studia kończyć za granicą...

— Powrócił... dla mnie — rzekła, nie patrząc na profesora.

— Jak to? — Zapytał Butrym zgoła dziecinnie, wyznaniem tym zaskoczony.