— Ten teatr... To nie był szczęśliwy pomysł Romana, budować tu gmach taki kosztowny. Oddajemy go w dzierżawę byłemu dyrektorowi z Krakowa, Malinowskiemu. Pan go zna!
— Więc pani już występować nie będzie!
— Nie znajduję tutaj dość szerokiego pola dla rozwinięcia swej artystycznej indywidualności. Zaraz po ślubie wyjedziemy za granicę. Może tam...
Bergerowa leżała na wznak na otomanie w pensjonatowym pokoju pani Zośki i paliła papierosa. Wpatrzona w błękitny dymek plotła swoim zwyczajem bardzo swobodnie. Butrymowa mało jej odpowiadała. Wprawdzie w zasadzie była zawsze gotowa bronić prawa kobiet do rozmów, co najmniej również zuchwałych jak ta, które mężczyźni między sobą prowadzą, ale w rzeczywistości nie lubiła ich i nie wiedziała po prostu, jak się ma zachować.
Bergerowa nie zdawała się tego spostrzegać. Opowiedziawszy jej o różnych niedogodnościach stanu wdowiego i środkach, jakie na nie wynajduje, zaczęła roztrząsać nader szczegółowo i ze zdumiewającą znajomością rzeczy przypuszczalne zalety i wady znajomych mężczyzn między osiemnastym a pięćdziesiątym rokiem życia. Naraz zapytała zupełnie niespodziewanie:
— Zośka, czy tobie naprawdę wcale by o to nie chodziło, gdyby cię mąż zdradzał?
Butrymowa zrobiła nieokreślony grymas.
— Mój Boże, nie zastanawiałam się nigdy nad tym tak dalece...
— „Tak dalece” jest doskonałe! Ale przecież możesz sobie wyobrazić, jak byś się w danym wypadku zachowała?