— Nie. Nie chcę.
— Więc może limoniady9? Herbaty?
— Nie chcę niczego.
— Pocóżeśmy tedy przyszli tutaj?
— Zaczynałeś już jakieś wymówki, a ludzie patrzyli, chciałam więc po prostu wzroku ludzkiego uniknąć.
— Wróćmy więc na salę. Pozostawię cię tam w towarzystwie i będę czekał, aż zechcesz iść do domu.
— Możemy iść zaraz do domu. I tak mi humor zepsułeś.
— Zostań, proszę cię. Zostań jeszcze trochę!
— Cóż ci na tym zależy. Przecież widzę i tak, że się nie bawisz.
— Idzie mi o ciebie, chcę, żebyś się ty bawiła.