— Ach, dziecko! — zaśmiał się żartobliwie — gdy mi czasem tak bardzo dokuczasz, to chciałbym ci na złość to zrobić, ale właściwie to mi się tak piekielnie nie chce!
— Jak to ci się nie chce?
— Ano widzisz — żartował dalej — trzeba by zachodów, starań, potem się trzeba ukrywać, tyle kłopotów!
— Tak, a ty się już starzejesz i jesteś wygodny — rzekła z przekąsem.
Podniósł się i ujął jej rękę.
— Słuchaj, teraz mówię poważnie. Nie zdradzam cię i nawet nie szukam w tym żadnej zasługi. Nie potrafiłbym tego robić, bynajmniej nie dla jakichś zasad, ale po prostu dlatego, że krew moja wszystka zanadto jest pełna ciebie.
Milczała, zapatrzona w jakiś punkt przed sobą.
On tymczasem zaczął miękko gładzić jej włosy.
— Jeśli cię z kim zdradzam, to tylko z tobą samą. Jesteś mi nie tylko żoną, ale i kochanką. I dlatego...
Urwał i cofnął rękę z jej głowy.