— Pocałuj i przeproś. Nie wart jesteś doprawdy, abym była dobra dla ciebie.
W milczeniu dłoń jej całował.
— A widzisz, tak mi dokuczasz, i to jeszcze teraz, gdy mam takie straszne zmartwienie.
Spojrzał na nią badawczo.
— Co się stało? Czy miałabyś od ciotki list z domu? Może Jacuś chory?
— Nie... Ech, nie ma o czym mówić, głupstwo. Jak będzie trzeba, to ci powiem.
— Powiedz teraz — rzekł zaniepokojony.
Zaśmiała się.
— Ależ mówię ci, że nic takiego... Tak mi się tylko zdawało...
Przysiadła ku niemu i oparłszy głowę na jego ramieniu, wbrew dopiero co wypowiedzianym słowom, szepnęła cicho: