— Pożałuj...
Objął ją i przygarnął do piersi:
— Posiedź trochę tak cichutko. A może chcesz, żeby ci znowu jaką bajeczkę opowiedzieć? Tak, jak w Wenecji?
— Nie. Nie chcę.
Mówił z ustami przy jej skroni:
— Mimo wszystko taki mi jasny w pamięci ten dzień wenecki pozostał. Pieszczę się nim we wspomnieniu jak kwiatem. Tak mi dobrze tam z tobą było. A ty, Zosik? Powiedz, a ty?
Żachnęła się naraz od niego.
— Nie, nie! Ja nie chcę o tym dniu myśleć!
— Dlaczego? Dlaczego?
— Widzisz, to jest właśnie to moje zmartwienie. Tak się boję...