„Zwichnięcie nogi albo zawalenie się góry — wszystko jedno!”
Tak, powód jest zupełnie obojętny i w skutkach równoznaczny. Czy pożar domu został wywołany uderzeniem piorunu, czy nieostrożnym rzuceniem zaledwie tlejącej się96 zapałki, jednakowo pozostają zgliszcza i nad nimi z załamanymi rękoma ludzie, którzy wczoraj jeszcze mieli dom i ciszę, i spokój, i szczęście...
Wstrząsnął się.
— Ad me non pertinet!97 — wypowiedział głośno stare, rzymskie zaklęcie.
Podniósł znowu list ku oczom.
„Na szczycie byłem trzeciego dnia...”
— A jednak! — Odetchnął z ulgą, jakby to i o jego losie miało wyrokować.
„...ale okazało się z następnych pomiarów i obliczeń, że to nie jest ten szczyt, o który mi właśnie chodziło. Przewodnicy mnie zbałamucili, czy ja sam na fałszywą wszedłem drogę? Obiecywałem sobie błąd powetować i nie powetowałem go nigdy. Zawsze jakieś drobnostki, nieprzezwyciężone stały na przeszkodzie.
I teraz w dużej, jasnej kawiarni, przy butelce reńskiego wina przypomina mi się to wszystko.
Mam wrażenie...