Rzuciła to chłodno, trochę nieprzytomnie, patrząc z natężeniem na przyjaciółkę, której zresztą nie widziała, myślą swoją zajęta.
— Dokąd idziesz? Po co? Siadajże jeszcze. Przecież w takim usposobieniu ja cię na ulicę nie puszczę. Pogadamy. Może się co wymyśli, a może się ty uspokoisz i z tym ostatecznie bardzo zwykłym losem się pogodzisz...
Butrymowa potrząsnęła głową w milczeniu i usiadła.
— Przede wszystkim... czy jesteś pewna?
— Prawie że tak.
Naraz wdowa uderzyła się w głowę.
— Słuchaj no, przyznaj się, a może to... może to... mąż twój nie miał w tym udziału i dlatego...? Byłaś niedawno sama za granicą... Wiesz, że ja umiem dochować tajemnicy.
— Śmieszna jesteś.
— Więc powiedzże mi tak spokojnie, o co ci chodzi?
— Nie chcę! Nie chcę! I koniec! Nie chcę, słyszałaś!?