— Tak, tak, ty dobra jesteś, Wandziu. Nie gniewaj się na mnie, ale ja już doprawdy nie wiem... Ty mi dopomożesz, prawda? Masz tu znajomości...

— Czy nie lepiej by było, aby sam mąż twój pomówił z kolegami z uniwersytetu?

— Och, on! On tego nie zrobi nigdy, nigdy!

Zaczęła płakać na głos i zanosić się aż od łez.

— To źle — mówiła Bergerowa. — Bez jego woli i zgody nic się stać nie może.

— Jak to? Nawet gdybym umrzeć miała? Gdyby to życiu mojemu groziło?

— Ha, w takim razie... Ale, o ile wiem, jesteś zupełnie zdrowa i w stanie twoim nie ma dla ciebie żadnego niebezpieczeństwa,

— Owszem, jest! Jest niebezpieczeństwo, bo ja się zabiję!

— Dajże pokój. Z powodu takiego głupstwa!?

— Dla ciebie to jest głupstwo, dla mnie nie.