Bergerowa nie mogła się powstrzymać od śmiechu.

— Moja droga, w danym wypadku to byłoby raczej przeciwnie, bo ja przecież nie mam żyjącego męża.

— Nie żartuj, bo mnie to nie w głowie w tej chwili.

— Owszem, najlepiej jest żartować, aby rzeczy nie brać zbyt tragicznie! I pomyśl! Namawiałaś mnie na romans ze swoim mężem! Ładna by była historia, gdyby to tak mnie było spotkało!

Butrymowa roześmiała się mimo woli.

— Wierz mi, że bym wolała.

— Ale ja nie. Dziękuję. Wolę zachować cnotę świętego stanu wdowiego — przynajmniej co do skutków.

— Ale mnie radź!

— Zrobię, co będę mogła. Musi się najpierw zebrać lekarskie konsylium, w tym cała rzecz, aby uznali, że stan twój jest niebezpieczny.

— Muszą uznać, gdy ja im powiem...