Wzniosła głowę, przywołując z przyzwyczajenia uprzejmy uśmiech na usta.

Stal przed nią adwokat Dzióbek i ze swym zwykłym, trochę impertynenckim uśmiechem wyrzucał monokl z prawego oka.

— A, to pan...

— Mówi to pani ze zdziwieniem. Czy mam to tak rozumieć, że mnie pani nierada spotyka? W takim razie idę dalej, jeśli pani przeszkadzam.

— To nie, ale przestraszył mnie pan — rzekła, podając mu dłoń na powitanie.

— Aż tak? Szła pani zamyślona... Czy można znać przynajmniej powód tego zamyślenia.

— Nie.

Powiedziała to krótko i twardo i zaśmiała się naraz.

— Ależ owszem. To jest... Myślałam właściwie o rzeczach zupełnie obojętnych.

— Ciekaw jestem w takim razie, jak pani wygląda, myśląc o rzeczach poważnych!