— Przecież kobiety według was nigdy podobno o poważnych rzeczach nie myślą.
— Przepraszam panią, co to znaczy to „według was”?
— Miałam mężczyzn na myśli.
— Nie lubię być podciąganym pod miano ogólne, Zwłaszcza w tym wypadku. Jestem bowiem zdecydowanym i gorącym zwolennikiem kobiet.
Mówił dalej, banalnie i potoczyście; ona odpowiadała odruchowo, nie słysząc właściwie zgoła tego, co on mówi.
Chwilami przebłyskiwało jej przez świadomość, że adwokat prawi jej jakieś komplimenta98, uśmiechała się zdawkowo i usiłowała być uprzejmą, bez jawnego wyobrażenia o tym, co robi.
Skręciła mimo woli i bez celu w jedną ze starych ulic, wiodących ku Rynkowi, adwokat szedł ciągle za nią. Ośmielony jej uprzejmym i nieodpornym zachowaniem się wobec tego, co jej prawił, począł być coraz „przyjemniejszym” i natarczywszym. Zauważyła nareszcie, że on jej robi zupełnie formalne wyznanie miłości. Właściwie nic ją to nie obchodziło. Nie odrzekła ani słowa, nie dbając zgoła o to, jak mecenas będzie sobie jej milczenie tłumaczył. W pewnym miejscu zatrzymała się bezwiednie i podnosząc głowę, spojrzała w okna, oświetlone słońcem, które przed zachodem z za chmur wyjrzało.
— Pani mi nie odpowiada — usłyszała natarczywe słowa adwokata.
— Ach, przepraszam, zamyśliłam się. O co pan pytał?
Dzióbek poczerwieniał mocno.