— Widzę, że się pani głęboko zamyśliła, jeśli nie słyszała pani moich słów. A czy można wiedzieć teraz, o czym pani myślała.
Spojrzała znowu w okna, na które patrzyła przedtem nieświadomie, szukając pretekstu. Zauważyła naraz, że zna ten dom. Postanowiła z tego skorzystać.
— Tak, myślałam właśnie, że muszę zajść do doktora Poleskiego, który tu mieszka.
Wybuchnął trochę sztucznym, niegrzecznym śmiechem.
— Wszakże doktór Poleski przed dwoma laty się zastrzelił!
— Prawda, prawda. Zapomniałam. To wielka szkoda.
— Mówi pani jak nieprzytomna.
Patrzyła w okna. Miała wrażenie, że za firanką przesunął się jakiś biały cień kobiecy... Było jej to zresztą zupełnie obojętne. Nie wiedziała nawet, kto obecnie zajmuje to mieszkanie po garbatym lekarzu-samobójcy.
— Czy idziemy dalej? — zapytał Dzióbek z lekką niecierpliwością.
— Nie. Przepraszam pana. Muszę już śpieszyć do domu. Powinnam tam być...