Przypadł ustami do jej kolan i zaczął chłonąć w obłędnych pocałunkach jej ciało.

— Widzisz, mówiłeś, że będziemy siedzieć cichutko, a czyż ty to potrafisz? Znowu całujesz.

— Boś jest słodka! Boś upojna! Rozkosznaś jest cała! Ale teraz zobaczysz, już będę spokojny, tylko małą, małą godzinkę jeszcze...

— Słońce już zaszło.

— To nic. Zapuszczę firanki, rozpalę ogień na kominku. To takie dobre, poczciwe mieszkanie w starej kamienicy, co ma głębokie wnęki u okna i kominki w ścianie.

Księżna uśmiechnęła się.

— A wiesz, że ja ten pokój znałam przedtem jeszcze, nim ty go zająłeś?

Ciemna chmura przemknęła błyskawicznie po czole chłopca.

— Byłaś tu? — spytał spokojnie.

— Tak jest, byłam raz — odrzekła z jasnym uśmiechem.