— U kogo?

— U doktora Poleskiego.

— U tego garbusa?

— Tak. W godzinę po tym, kiedy się zastrzelił. Leżał tutaj, o, około okna, właśnie w tym miejscu, gdzie ty klęczysz.

— Znałaś go?

— Tak. Ale to smutna historia. Nie mówmy już o tym.

— Ja chcę wiedzieć!

— Cicho!

Przyciągnęła znów jego głowę ku piersi i całowała go po oczach, po ustach, po skroni.

— Tak się dziwnie składa... Czyż ja wówczas mogłam była pomyśleć, że będę tu kiedy z tobą, przy tobie... Nie znałam cię nawet jeszcze. Ale to szczególne, że ty właśnie to mieszkanie wynająłeś.