— Nie opowiadałaś mi nigdy o tamtej historii...

— Po co? Cóż nas obchodzi to wszystko, co było czy mogło być? Czyż nie tak?

— Tak, tak!

— Ale gdyś mi dał adres i gdy tu pierwszy raz do ciebie wchodziłam, wtenczas w jesieni, tak mi było dziwnie, tak dziwnie...

— Widzisz, teraz ty się zadumałaś. Płaczesz?

Usunęła go lekko dłonią.

— Tyle mi się różnych rzeczy przypomina — szepnęła, mrużąc nieco załzawione oczy.

Objął ją ramionami jak dziecko.

— Nie myśl, nie myśl! Przecież jesteśmy razem ze sobą i żadnego wczorajszego dnia nie było!

— Tak, nie było...! Dla ciebie.