— Wiesz, że dla mnie rzeczywiście nie było. Zacząłem naprawdę żyć dopiero, kiedy ciebie poznałem. Ale i jutro ja nie chcę innej. Naprawdę ty jesteś pierwszą kobietą, którą kocham i która... która... jest moja.
Zarumienił się jak panienka.
— Pierwsza? Pierwsza jestem? — uśmiechnęła się, wysuwając usta ku niemu.
— Tak. I będziesz ostatnia. Jedyna.
— Och, ty dzieciaku!
— Cóż jest śmiesznego w tym, co powiedziałem?
— Jakże ty nic znasz jeszcze życia. Ale kocham cię za to, za to właśnie!
— Życie moje jest w tobie! Nie umiem sobie już nawet wyobrazić, jak mógłbym istnieć, oddychać bez ciebie.
— A jednak...
— Co?