— Więc naprawdę? — powtórzył.
— Słyszysz przecie.
— I to od dawna postanowione?
— Od kilku tygodni.
— I przez ten czas... bywałaś tutaj — ty, ty...!
— Milcz! Nie obrażaj!
— Ścierko! — syknął przez zęby.
— Dosyć mam tego. Proszę mnie puścić natychmiast.
— Nie puszczę.
— Zawołam oknem na policję, że mnie pan przemocą...