— Za coś ty mnie miała? Coś ty ze mnie zrobiła?
— Teraz widzę, żem pana za więcej miała, niż pan jest w istocie. I to za moją miłość...
— Komediantka!
— To mam za karę, żem się zlitowała nad dzieciakiem? Czy mnie pan puści nareszcie?
Postąpił ku niej krokiem. Takim go jeszcze nigdy nie widziała. Policzki mu naraz zapadły, oczy błyszczały febrycznie.
— Słuchaj, ty za mąż nie wyjdziesz! — rzekł niby to z błaganiem, które jednak grzmiało jak groźba.
— Proszę! Dlaczego?
— Bo nie chcę.
— Także powód! I cóż będę robiła? Mam może i dla twej fantazji wstąpić do klasztoru? Śmieszny jesteś!
— Nie dla fantazji mojej, ale dla miłości. Moją żoną zostaniesz!