Wybuchnęła srebrzystym śmiechem,

— Pomysł nadzwyczajny!

Krwawe wypieki wystąpiły mu na twarz.

— Nie śmiej się, bo...

— Bo co?

— Zabiję cię.

— Ech, dosyć mam błazeństw. Z drogi!

Wyrwał rewolwer z kieszeni i stanął przed nią z oczyma zupełnie obłąkanymi.

— Cóż to ma znaczyć? — Usiłowała słowom swoim nadać wyraz ironiczny i stanowczy.

On szeptał tymczasem, patrząc na nią rozszerzonymi źrenicami: