— Tak, ja ja cię uchronię od tego grzechu, ja cię odkupię, wybawię... Widocznie musiało tak być...

— Co takiego?

Rysy ściągnęły mu się gwałtownym skurczem bólu.

— Miałabyś zostać żoną innego, miałby kto inny twe pocałunki...

Ruszyła ramionami.

— Ja byłam pierwsza dla ciebie, ale tyś dla mnie pierwszy nie był. Dlaczegóż miałbyś być ostatnim? — rzekła z nielitościwym cynizmem, sądząc jeszcze, że go nim ubezwładni.

Zatrząsł się i krzyknął nagle:

— Hela! Ciebie już nikt w życiu nie dotknie! Po mnie nikt cię już dotknąć nie może. Mojaś jest. Zbyt piękna na to, abyś żyła dalej.

Przestraszyła się, ale tylko na jeden moment. Zapanowała znów nad sobą.

— Stefek, nie szalej i nie rób śmiesznej komedii. Przecież ja już naprawdę iść muszę.