„Przyjechać natychmiast. Straszny wypadek. Księżna nie żyje. Syna wziąłem do siebie”.
X
Kiedy Butrym wszedł do mieszkania Firdussiego, zastał go przy składaniu swych skromnych podróżnych tobołków. Ucieszył się mimo woli, gdyż oczywisty a niespodziewany wyjazd Persa uwolnił go niejako od zrywania stosunku, który mu już ciążył. Przyszedł nawet dzisiaj z tą myślą, aby mu to powiedzieć, widząc jednak, że to już zbyteczne, udał jeno99 przykre zdziwienie na widok zapakowanych kufrów.
— Pan wyjeżdża?
Pers uśmiechnął się niewyraźnie, patrząc w nieokreślonym kierunku swymi nadmiernie rozszerzonymi źrenicami.
— Wszakże pan dzisiaj rano postanowił więcej ze mną nie przestawać i przychodzi pan właśnie, aby mi to oświadczyć.
Butrym zdumiał się, choć był już przyzwyczajony do nadzwyczajnych jasnowidzeń dziwnego człowieka.
— Kto to panu mówił? — wtrącił trochę niezręcznie.
— Nie mówił mi nikt. Ale niech się pan nie tłumaczy ani nie usprawiedliwia; zdaje mi się, że ma pan zupełną słuszność. Był to błąd z mojej strony, nie dlatego nawet, żem pana wybrał, ale w ogóle, żem szukał uczonego współpracownika...
— Zamyśla pan teraz samodzielnie odkrywać tajemnice wszechświata.