Powstał szybko, spychając ją ze swych kolan.

Przeszła obojętnie ku zwierciadłu i poczęła rozczesywać swe bujne włosy.

Chodził po pokoju niecierpliwie dużymi krokami.

— Nie chodź tak! — Wskazała ruchem głowy drzwi sąsiedniego pokoju. — Jacuś się zbudzi, a potem ja go będę musiała przez pół godziny usypiać. Tupiesz zanadto.

Przystanął posłuszny około małego biurka, założonego książkami i listami, wśród których leżały porzucone w nieładzie rękawiczki, zegarek na złotym łańcuchu, kolia jakaś i chustka batystowa.

— Więc nie chcesz mówić dziś ze mną! — warknął podrażniony.

— Przyznam ci się, że nie chcę. Śpiąca jestem; męczysz mnie.

Usta mu zadrgały tłumionym gniewem.

— Tak jest zawsze. Wesoła bywasz, uśmiechnięta i słodka tylko dla ludzi. Ale gdy ja chcę kiedy z tobą tak szczerze... gdy odnaleźć chcę na powrót kontakt i między naszymi duszami, to zawsze jesteś śpiąca, zmęczona albo zajęta.

Ruszyła ramionami.