— Złe momenty widocznie wybierasz.
Splatała włosy na noc w gruby warkocz. Wijące się złociste nitki wymykały jej się co chwilę spod palców. Na jej odsłoniętym, okrągłym czole pojawiły się zaledwie widoczne, podłużne bruzdy.
— A zresztą — cóż my sobie tak dalece możemy mieć do powiedzenia? Był czas, kiedy cię może gotowa byłam słuchać. Ty wtenczas nie mówiłeś. A dziś, po siedmiu latach!...
— Nie kochasz mnie?
— Nie. Albo raczej i tak i nie. Jeśli miłością nazwiesz życzliwość, to naprawdę życzę ci jak najlepiej. Ale tamta miłość gorąca, którą się czasem w pierwszych i latach czy miesiącach odczuwa, już przeszła.
— Kobieto! Po co ty to wszystko mówisz?
Zaśmiała się nerwowo.
— Bo pytasz. Nie umiem i nie chcę kłamać.
Położyła rękę na klamce.
— Dobranoc. Idź spać. Idę się tylko umyć do łazienki i będę spała.