Wyrwał jej brutalnie drzwi z ręki i zatrzasnął z hałasem.
— Do kroć stu tysięcy! Nie odchodź, gdy ja mówię do ciebie!
Zaśmiała się znowu nerwowo i zwróciła ku niemu, teraz chłodna na pozór i spokojna.
— Słucham.
W sąsiednim pokoju ozwał się głosik dziecięcy.
— Mamusiu, mamusiu, co się to dzieje?
Odepchnęła męża popędliwym ruchem.
— O, widzisz! Jacek się zbudził. Znowu spać nie będę mogła.
Stała już przy łóżeczku syna.
— Śpij, śpij, mój maleńki. To drzwi mamusi trzasnęły przypadkiem...