— Więcej tego chłopca. Znałem go. Zdolny, pełen życia i tężyzny.

— Ano, skończyło się.

— Będzie odpowiadał za morderstwo?

— Naturalnie. Jak tylko przyjdzie do przytomności. Nie wiadomo, co tam zaszło, ale zastano go w zupełnym obłędzie. Leży dotąd w gorączce i majaczy.

— Wszystko to jest takie smutne, takie smutne, że straszno o tym myśleć. Turskiego oczekują już lada godzina...

C’est la vie!101 To jest ten gatunek kobiet, które niszczą ludzi, nawet umierając. A zresztą — machnął ręką — wszystkie to robią, jedne prędzej i widoczniej, inne wolniej i nieznacznie, ale ostatecznie na jedno wychodzi. I nie będzie inaczej, dopóki dzięki przesadzonemu dżentelmeństwu będziemy kobietę uważali za podobnego nam człowieka.

— Więc cóż?

— Moje złoto, lux ex oriente102... Założyć haremiki, przy drzwiach tęgi rzezaniec z dobrym bykowcem w ręku, a we wnętrzu śliczny ołtarz, na którym pani będzie wśród hołdów królowała. Tylko niech na świat nie wychodzi, na ten świat, który do nas wyłącznie powinien należeć, bo myśmy go stworzyli, myśmy wymyślili wiedzę i sztukę, i religię, i moralność, której kobieta nigdy w istocie nie ma...

— Tego nie można powiedzieć! — zaoponował dość słabo Butrym.

— Owszem, to się powiedzieć musi. Każdy mężczyzna, gdy popełni łajdactwo lub zbrodnię, wie, że to zrobił, to jest, że wyłamał się z obowiązujących praw i na karę zasłużył. Kobieta tego nigdy nie czuje. Ona zawsze „ma słuszność” i tylko świat wobec niej jest „niesprawiedliwy”. Dużo by o tym można mówić. No tak, na dzisiaj dosyć. Może ci zagrać co teraz? Mam jeszcze godzinę czasu.