— Wcale nie! To są tylko miraże pustynnej fata morgana106, które znikną, gdy się przybliżymy. Ale niech cię to nie przeraża!

— O, ja się nic a nic nie boję!

— To dobrze. Więc ruszaj za mną. Teraz spotkamy zgłodniałego lwa...

— Ja go zabiję! — zakrzyknął Jacuś mężnie wywijając szablą.

— Nie, ja! On mój!

Jacek, nie czekając, rzucił się ku najbliższemu krzesłu i zadał mu dwa straszliwe i niewątpliwie śmiertelne cięcia.

— Już go zabiłem — oświadczył z dumą.

— Ale gdzież tam! Przecież to była skała, a nie lew.

Malec stropił się.

— Tak? A gdzież lew?