Butrym począł szukać w pamięci.
— Tak, tak... Gdy zwłoki po oględzinach lekarskich i sądowych przeniesiono do domu (byłem tam właśnie, aby dziecko usunąć), przyszła jakaś wymalowana... ruda...
— Tak jest. Ta sama.
— Mówiła, że jest bliską przyjaciółką czy krewną. Prosiła, żeby ją wpuścić, że chce się pożegnać...
— I wpuszczono ją?
— Tak. Obejrzała głowę, jak pan wie strzałem roztrzaskaną, i dostała ataku histerycznego śmiechu, który się zakończył spazmami.. Przypominam sobie dokładnie, bo ją musiano przemocą usuwać.
Turski milczał posępnie.
— Dlaczego pan o to pytał?
— Ach, tak tylko... Nie... Zresztą powiem prawdę: Ta kobieta przepowiedziała, że księżna... tak skończy. Czekała jej śmierci. Podobno... Nie, nie! Nie mówmy już o tym. To są rzeczy zbyt straszne. Może los naprawdę się mści.
Zatrząsł się cały i powstawszy, zaczął chodzić po pokoju.