— Tak, proszę pana.
— Nie mów mi: panie. Mów mi... tak jest, miałem być mężem twojej matki, więc mów mi odtąd: ojcze...
— Ojcze — powtórzył chłopak i nagle wybuchnął przez zagryzione wargi płaczem, niedającym się dłużej powstrzymać.
— Czy wiesz, o czym myślałem — mówił Butrym do żony — patrząc na tych chłopców, bawiących się razem?
Drgnęła, jakby ze snu zbudzona.
— A, tak? Nie wiem. O czym myślałeś? — spytała obojętnie.
Przyciągnął ją ku sobie.
— Namyśl się, może zgadniesz sama! — rzekł żartobliwie.
— Skądże mogę wiedzieć. Zresztą tak jestem zmęczona, że naprawdę trudno mi teraz zagadki rozwiązywać.