Udał, że nie słyszy tej uwagi.

— A może ja naprawdę robię fantastyczne przypuszczenie? — mówił znów z uśmiechem. — Może to nie będzie syn tylko córka? Zośka, powiedz, chciałabyś, żebyśmy mieli córkę, taką malutką dziewczynkę, do ciebie podobną, która potem będzie rosła i biegała za tobą, i szczebiotała...

Patrzyła na niego badawczo i uważnie. Zmieszał go trochę jej wzrok.

— A może wolisz, aby w ogóle o tym nie mówić? W takim razie dajmy pokój.

— Nie. Owszem, mówić można, tylko... czyś się ty zapytał, czy ja w ogóle chcę mieć dziecko?

— Jak to?

— Naturalnie! Takie pytanie nawet do głowy ci nie przyszło. Przecież ja jestem na to, abym, gdy ty zechcesz, wydawała twoje potomstwo na świat!

— Nie sądziłem, abyś mogła zająć takie stanowisko. Ale ostatecznie musisz się zgodzić z dokonanym faktem...

— Więc?

— Wyciągnij sam z tego konsekwencje.