— Ależ w takim razie — rzekł wreszcie, gdy Butrym skończył — możesz przecież wprost pani twojej powiedzieć, że nie chcesz, że się nie zgadzasz czy nie pozwalasz...

— Mogłaby szukać porady poza moimi plecami — szepnął.

— Racja. Dzisiaj za pieniądze wszystkiego dostanie. Jednak to już twoja rzecz, żebyś dopilnował i nie dopuścił do żadnych operacji. Jeśli tylko stanowczo wystąpisz...

— Nie mogę wystąpić stanowczo.

— Dlaczegóż to?

Butrym się zawahał. Krwawy rumieniec wystąpił mu znowu na czoło. Krasołucki to zauważył.

— Jeśli ci nieprzyjemnie mówić...

— Nie. Kiedy zacząłem, muszę ci powiedzieć wszystko, zwłaszcza, że twojej pomocy potrzebuję. Widzisz... między nami nie jest zupełnie tak dobrze jak ludzie sądzą. W szczegóły nie będę się wdawał. Wiele się rwie, a ja nie mogę dopuścić do ostatecznego rozdarcia, bo... bo... ta kobieta nie jest mi obojętna... Ja ją muszę zatrzymać przy sobie, rozumiesz mnie? Nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Gdybym teraz wystąpił stanowczo i oparł się, ona by mi tego nigdy nie darowała.

— Tchórzysz?

— Tchórzę.