— Dziękuję ci.
— Nie ma za co. Oby tylko wszystko...
Urwał naraz i wpatrzył się w profesora.
— Słuchaj no, a gdyby tak niespodziewanie po zbadaniu pani okazało się, że... taki zabieg jeśli już nie konieczny, to jednak jest wskazany?
Butrym rozłożył ręce.
— Rzecz prosta, że wtedy muszę ustąpić. Przegrałem walkę z losem.
— No, no, nie bierz rzeczy tak tragicznie. O ile znam konstytucję twojej pani, sądzę, że nie ma obawy o to. Kobieta jak młody dębczak. A że tam pewno są różne nerwowe dolegliwości, to taka zwykła rzecz w dzisiejszych czasach. Z tego nikt nie umarł. Zawsze niebezpieczniejsze są te... sztuczne figle.
Butrym milczał posępnie.
Krasołucki patrzył na niego a potem zaczął kręcić znów głową.
— A wiesz, że jednak dotąd nie mogę wyjść ze zdumienia. To jest po prostu niesłychane. Przychodzili tu do mnie nieraz rozmaici mężowie i nie mężowie, ale zawsze z prośbą o coś wprost przeciwnego. Wyprawiałem ich do wszystkich diabłów albo, gdy mnie już bardzo znudzili, do tego żydka z naprzeciwka, którego dotąd jeszcze nie zamknięto. Ale żeby ktoś z takim interesem jak ty dzisiaj!... Po raz pierwszy w życiu to mi się zdarza, choć jestem już eskulapem — tfy! — coś ze trzydzieści lat blisko.