— Masz rację, może masz rację. Tak mawiał jedyny mój przyjaciel z pasieki na futorze za naszym sadem. Staruszek towiańczyk.

Zadrżał na całym ciele.

— Uderzyłeś mnie słowem, o którym w ciągu życia tak się zapomina. Tajemnica... Tajemnica życia i śmierci! Któż to powiedział takie głupstwo, że kobieta życie daje? To tylko bierne i oporne narzędzie i gdyby od niej wyłącznie zależało, byłaby jeno śmierć, śmierć, śmierć.

Butrym nie słuchał, w myślach swych pogrążony.


— Więc jakże? — pytała Bergerowa, nieco zakłopotana, udając, że patrzy w bok z roztargnieniem.

Doktór Podkiecki uśmiechnął się dobrotliwie pod malutkim, ślicznym wąsikiem.

— Ach, proszę pani, przecież to drobnostka.

— O, jaki pan dobry!

— To nawet z dobrocią nic do czynienia. Ja po prostu ze swego stanowiska uznaję najzupełniej prawo kobiety do rozporządzania życiem, które daje. Zwłaszcza dopóki ono w niej samej się chowa i nie zostało oddane na własność społeczeństwa. Bo wtedy naturalnie postać rzeczy się zmienia. Wtenczas człowiek staje się wykładnikiem pewnej wartości ogólnej i tylko społeczeństwo jedno ma do niego prawo...