Pani Bergerowa zrozumiała z tego wszystkiego jeno to, że ten kochany doktór Podkiecki zgadza się i że się Zośka bardzo, bardzo ucieszy.

— Ach, jak to cudownie — przerwała mu — że pan ma takie poglądy o społeczeństwie. Pan jest bardzo kochany i rozumny człowiek!

— Jestem tylko sprawiedliwy — rzekł z bezprzykładną skromnością.

— Ale mój panie złociutki, niech pan mówi prędko, jak to zrobić? Kiedy? Gdzie?

— Jak to kiedy i gdzie? — obruszył się z lekka doktór.

— No tak, rozumie pan, żeby nie było skandalu...

— Nie jestem pokątnym trucicielem. Jeśli co robię, to robię z zasady i zgodnie ze swymi przekonaniami. Wszystko otwarcie.

— Ależ podobno są jakieś tam ustawy...

— Ach, ustawy, ustawy! W dzisiejszym społeczeństwie jest mnóstwo ustaw przestarzałych i zgoła głupich, powiedziałbym nawet barbarzyńskich, o ile się odnoszą do kobiety.

— Ma pan najzupełniejszą rację. Tylko... jak to zrobić?