— Nic łatwiejszego. Ustawa głupia i barbarzyńska odznacza się zawsze tym, że ma w sobie... dziurę!

— Ma dziurę? Och, jak to dobrze! Niech pan powie.

— Proszę pani, jednemu lekarzowi nic nie wolno, ale dwóch może wszystko. Jeżeli konsylium orzeknie, że jakiś zabieg jest ze względu na zdrowie pacjentki konieczny, jesteśmy najzupełniej kryci wobec prawa i nikt nam nic absolutnie zarzucić nie zdoła.

— A to konsylium?

— Zrobi się. Niech pani przyjaciółka przyjedzie do mnie. Ja jej wskażę drugiego lekarza, który również światle i postępowo na rzecz się zapatruje. Wydamy orzeczenie, że... z powodu... no, powód się wynajdzie. Potem ta pani uda się do którejkolwiek prywatnej lecznicy, to zawsze lepiej niż w domu, my zawiadomimy władze i w parę godzin będziemy ze wszystkim gotowi.

— Cudownie, cudownie! Gdyby to nie było w publicznym miejscu i gdyby ludzie na nas nie patrzyli, uściskałabym pana!

— Nie dość zasłużona byłaby nagroda.

— Ale a propos nagrody... Co do honorarium...

— Nie, pani. Takich rzeczy za pieniądze się nie robi. Powiedziałem już, że nie jestem pokątnym trucicielem i jeśli co robię, to tylko z zasady. Pomagam w ten sposób często biednym robotnicom, dla których zbyt liczna rodzina byłaby ciężarem nie do zniesienia, dlaczegóż dzisiaj nie mam również bezinteresownie pomóc komuś, kogo pani popiera? Jedyny wydatek, jaki przyjaciółka pani będzie miała do poniesienia, to zwykła dzienna opłata w lecznicy, którą sobie wybierze. Jeśliby to jednak było zbyt ciężko dla niej, pozostaje szpital...

— Nie. To zamożna osoba.