— Słuchaj — zaczął — a może by tak jeszcze zastanowić się, rozważyć rzecz dobrze, nim klamka zapadnie.

— Zastanowiłam się i rozważyłam. Nie ma o czym mówić. Jeślibyś robił trudności albo przeszkadzał mi, z miejsca wyskoczę oknem na ulicę.

— Ależ dlaczego? Zośka! Dlaczego?

— Bo nie chcę. Rozumiesz mnie? Nie chcę!

— To takie straszne...

— Nie bój się. Operacja zupełnie łatwa.

— Nie o tym mówię. Ale moralna strona...

— Ach! Strona moralna! Dobrze tobie mówić, gdy ciebie nic nie czeka. Zresztą po co próżno słowa tracić? Zgodziłeś się już i sprawa załatwiona.


Na ulicy skoczył w pierwszą napotkaną dorożkę i kazał się wieźć do mieszkania Bergerowej.