Wdowa przyjęła go z rzeczywistym zdumieniem.
— O, wielcy bogowie! Co? Mamże oczom wierzyć? Profesor u mnie we własnej osobie?
Butrym przywitał się krótko i od razu przystąpił do rzeczy.
— Żona moja była u pani?
— Wszak pan wie że zachodzi często — odparła Bergerowa przezornie przypatrując się badawczo ściągniętej i wyburzonej twarzy profesora.
— Prosiła panią o pomoc...
— W czym?
— Pani wie dobrze.
— Ach, więc o to idzie! Drobnostka. Zrobiłam dla niej, co mogłam. Rada jestem, że się udało.
— Czemu się pani wtrąca do nie swoich rzeczy? — wyrwało mu się właściwie mimowolnie.