Bergerowa powstała.
— Jak to? Gdy Zośka sobie życzyła?...
— A spytała pani, czy ja sobie życzę?
— Pan? — rzekła zgoła wyzywająco — Pan? A cóż panu do tego? Czyż Zośka nie ma prawa rozporządzać sobą wedle własnej woli? — powtarzała słowa od Butrymowej przed paru dniami słyszane.
— Tak! Sobą, ale dziecko jest moje! — wybuchnął.
— Przypuśćmy, ale to nie wielka sztuka i pana to chyba wiele nie kosztuje, ją zaś przeciwnie. A zresztą, skądże mogłam wiedzieć, że pan się nie zgadza, gdy ona mi powiedziała...
Ruszyła ramionami, ziewnęła sztucznie i spojrzała na zegarek.
Butrym uczuł, że mimo woli w zupełnie głupi sposób rozpoczął rozmowę. Wszakże nie o to mu chodziło, aby się kłócić z Bergerową lub robić jej próżne wyrzuty. Szukał słów, jakby rzecz naprawić, gdy ona, stojąc wciąż, odezwała się po chwili milczenia:
— Byłoby naprawdę wskazane, żebyście państwo załatwiali sprawy między sobą u siebie w domu, a nie mieszali w nie osób trzecich. Tak muszę panu po prostu powiedzieć. Naprzód żona pańska przybiegła do mnie, rozpacza, prosi, błaga o ratunek, ja się męczę, szukam, chodzę, a kiedy nareszcie zrobiłam, czego chciała, pan mi przychodzi robić awanturę! Przyznam się panu, że to jest nadzwyczajne.
— Pani Wando! Niech się pani nie gniewa, jestem doprawdy tak wzburzony, że już nie panuję nad sobą. Ach! Po co pani do tego rękę przyłożyła!