— Nie wyzywaj mnie do walki! Bo jeszcze i teraz mogę się oprzeć, i cofnąć dane, raczej wymuszone przez ciebie pozwolenie.
— Nic nie zrobisz, bo lekarze powiedzą, że to dla mnie konieczne.
— Wezmę innych, zażądam konsylium!
Patrzyła nań w milczeniu, potem wybuchnęła naraz:
— O! Zły jesteś! Zły! Nie spotkałam człowieka tak złego!
Błysk zapamiętałej nienawiści zaświecił jej w źrenicach.
— Ty! Żebym ja widziała, jak ty będziesz zdychał w moich oczach, toby był najpiękniejszy dzień w moim życiu!
— Za co?
— Żeś mnie sponiewierał, żeś mnie zniszczył, że mnie chcesz dobić...!
Zaniosła się spazmatycznym płaczem.