Śmiano się i żartowano.


W domu Butrym, zrzuciwszy płaszcz, krążył długo po swoim gabinecie, a potem przeszedł do pokoju żony. Rozbierała się już, siedząc na krawędzi łóżka. Na odgłos otwieranych drzwi zwróciła niespokojny wzrok.

— Nie śpisz jeszcze? — przywitała wchodzącego.

— Nie. Chciałem z tobą pomówić.

— Słucham cię. Robisz przez cały dzień minę tak śmiesznie tragiczną, że aż mi wstyd za ciebie.

— Mniejsza. Widziałem się dziś z doktorem Podkieckim.

— Tak?

— Nie pytasz się, cośmy mówili?

Wzruszyła ramionami.