— Cóż mi na tym zależy. To i tak nie zmieni postaci rzeczy.
— Owszem, mogłoby zmienić. Jestem wciąż jeszcze w mocy zakazać.
— Podkiecki cię nie posłucha.
— Musiałby. Wie, że mógłbym zrobić doniesienie karne i wsadzić go do kryminału.
Zaśmiała się trochę nerwowo.
— Głupstwa pleciesz, mój drogi. Nim byś co zrobił, rzecz będzie załatwiona, a wtedy gdzie masz środki udowodnić, że to nie było konieczne, gdy on ma w ręku orzeczenie drugiego lekarza? Naraziłbyś tylko mnie na skandal, a siebie na śmieszność i na proces o oszczerstwo.
Butrym chodził w milczeniu po pokoju. Pani Zośka zaniepokoiła się jednak.
— Słuchaj no, czy może mówiłeś z nim o czymś podobnym? Może mu groziłeś? Och, ty prześladujesz wszystkich, którzy tylko są mnie życzliwi.
— Nie. Podkieckiemu powiedziałem, gdy mnie wręcz zapytał, że wszystko się dzieje z moją zgodą, choć nie przeczę, że usiłowałem wpłynąć na niego, aby ci to wybił z głowy.
Nie dosłyszała już drugiej części zdania. Uśmiechnęła się z zadowoleniem.