Uspokojony nieco, uniósł się i zakrył oczy rękami.
— O ciebie mi tylko chodziło, tylko o ciebie! Nie chciałem iść przebojem, narazić ci się nie chciałem, bom przecie walczył o ciebie, żebyś ty była moja!
— A widzisz. Byłeś nieszczery i teraz zasłużoną karę ponosisz. A tak mi cię żal.
Usiadł obok niej na sofie.
— Zośka — szepnął błagalnie — przecie dzisiaj jeszcze czas...
Potrząsnęła głową smutno ale stanowczo.
— Nie. Już za późno. Nazbyt już przywykłam do tej myśli i nie potrafię się jej wyrzec. Nie mam sił. Jutro w południe idę do lecznicy.
Zwiesił głowę bezwładnie.
— Stało się — rzekł po chwili. — Przegrałem walkę z losem, może nawet z własnej winy.
Wzniósł oczy, pełen rozpaczliwej jak śmierć smutnej miłości.