— Jutro zrobisz, co zechcesz, Zośka, ale dziś moja jeszcze jesteś, moja, moja! Dziś jeszcze nic nie stoi pomiędzy nami, to przyjdzie dopiero jutro.
Ogarnął ją w gorący, zarazem lękliwy i niemal macierzyński uścisk. Wsparła głowę na jego ramieniu, myśląc już tylko, że jest strasznie znużona i chciałaby spać, spać...
XIII
Na rogu rynku dojrzał Butrym idącego naprzeciw Krasołuckiego. Usiłował go wyminąć, ale doktór zauważył go już również i z daleka począł mu dawać znaki. Nie było rady, podszedł ku niemu i przywitał się.
— Bój się Boga — mówił Krasołucki — co się z tobą dzieje? Od trzech dni cię nie widziałem.
— Byłem trochę niezdrów — rzekł Butrym wymijająco.
Doktór ujął go pod ramię i zawrócił przez ulicę Szczepańską ku plantom.
— Ale moje złoto — zaczął przyciszonym głosem, gdy wyszli z tłumu przechodniów — pani twoja u mnie nie była... Wszystko przygotowałem...
— A nie, to się już inaczej zrobiło.
— Chwała Bogu! Więc wybiła to sobie nareszcie sama z głowy?