Butryma nużyła niesłychanie ta rozmowa, bezprzedmiotowa już w tej chwili, a nie wiedział, jak ją przerwać. Tedy milczał. Krasołucki tymczasem mówił dalej, jak gdyby do siebie samego:

— Tak, tak, istnieje na tym kochanym światku przedziwny rodzaj sprawiedliwości. Biedną sażfamkę115, która się złakomiła na parę setek i okazała... zbyt wiele uczynności, zamyka się do kryminału, pokątnemu lekarzowi, co sobie w ten, nie bardzo dozwolony sposób łata nadwątloną praktykę, odbiera się prawo pisania recept, ale za to...

Machnął ręką.

— O, Boże! Rozejrzeć się tylko dookoła! Ile to rządów i państw, którym zależy na liczbie obywateli, zamiast prześladować prywatnych i przygodnych fabrykantów aniołków obojej płci, powinno by raczej przyjrzeć się dokładnie temu, co się dzieje pod pokrywą najzupełniejszej legalności w ich własnych szpitalach, klinikach i szkołach położniczych! Naturalnie Francja idzie tu, jak zawsze, na pierwszym miejscu. My Polacy lubimy małpować Francuzów.

Splunął, a potem roześmiał się grubo i sprośnie.

— Zresztą to wszystko jest w najzupełniejszym porządku. Społeczeństwo się demokratyzuje, co ja sobie na swój język przekładam: hołocieje. I to doskonały sposób: pod grozą kary więzienia mnożyć się musi tylko hołota, „państwo” znają sposoby uniknięcia... przykrej konsekwencji, a gdy te przypadkowo zawiodą, to przecie znajdzie się jeszcze jakiś Alfons Podkiecki, który dopomoże i wyratuje zgoła bezinteresownie, jedynie dla zasady, dla uznania w kobiecie „równego mężczyźnie człowieka”. Och, ślicznie będzie nasze społeczeństwo za kilkadziesiąt lat wyglądało. Te charłaki i te ciemięgi... Bóg strzegł, że tego nie dożyję, choć umierać to zawsze głupia rzecz...

Butrym nie mógł słuchać dalej. Spojrzał na zegarek i zaczął się żegnać.

— Ot, moje złoto, twoje „tatwami”! — rzucił mu jeszcze Krasołucki na odchodnym. — Miałeś za sobą i słuszność, i prawo, i siłę, a jednak słaba kobieta postawiła na swoim. Ta kobieta, o której Dumas fils116 pisał głupstwa, że wtedy tylko pożąda miłości, kiedy pragnie zostać... matką! Ha, ha, ha! Dobrzem ci radził od początku: nie możesz wprost przeszkodzić, machnij raczej ręką na wszystko...

Rozstawszy się z grubym lekarzem, Butrym szedł dalej z wolna plantami. W pewnym miejscu wyrwał nagle z kieszeni zegarek, na który przy Krasołuckim patrzył, nie widząc godziny. Dochodziła teraz trzecia, około czwartej miał odwiedzić żonę, która w południe udała się do lecznicy. Była jeszcze godzina czasu. Przypomniał sobie, że tego dnia nie jadł jeszcze nic, zaszedł więc do jakiejś restauracji, choć nie czuł wcale głodu. Jadło jednak nie chciało mu przejść przez ściśnione i suche gardło. Żuł długo jakiś kęs mięsa i przełknął go wreszcie przemocą, potem odsunął talerz z resztą potrawy. Wypił tylko parę kieliszków wódki i siedział osowiały w ciemnym kącie pustej o tej porze sali.

Nie myślał po prostu nic. W głowie czuł jeno ciężką, aż bolesną tępość, która w pewnych momentach jakimś dziwnym prawem kontrastu przechodziła w stan niemal błogiej nieświadomości.