— Dobrze, żeś przyszedł. Nie mogę ci nawet ręki podać na powitanie. — Poruszyła lekko dłonią, leżącą na kołdrze. — Lekarz kazał mi leżeć tak bez ruchu co najmniej do jutra.
— Jak się czujesz? — bąknął, aby cośkolwiek powiedzieć.
— Dobrze, tylko jestem strasznie osłabiona. Tak się cieszę, że się to już odbyło i to tak od razu.
Usiadł na krześle przy łóżku i patrzył na jej białe ręce, które w przeciągu paru godzin aż przejrzyste się stały. Doznawał dziwnego uczucia: przejmowała go głęboka, aż z bólem granicząca litość dla tej ukochanej kobiety, a równocześnie wstręt tak niepokonany, że nie mógł się przemóc, aby pocałować bodaj dłoń jej biedną, na kołdrze bezwładnie leżącą... Nie nienawiść, nie złość, nie oburzenie nawet ani niechęć, tylko wstręt. Po prostu fizyczny. Wstręt wobec pogwałcenia życia, które się w niej i z wolą jej oto dokonało, wobec jakiegoś brudnego, nieludzkiego, przeciwnego naturze targnięcia się na los i prawa przyrody, brutalnego zdeptania jego uczuć i nadziei, zniszczenia w zarodku tego kwiatu, który wszelką miłość oczyszcza i rozgrzesza.
Wczoraj już obawiał się niejasno, że podobne uczucie może nim owładnąć, ale teraz, gdy pojawiło się tak nadspodziewanie potężne i gryzące, przeraził się i aż zawstydził.
Przyszło mu na myśl, jak inaczej byłby patrzył na tę kobietę, bezsilną i bladą, gdyby obok niej w tej chwili kwiliło dziecię, dar jej miłosny i łaskawy dla jego umęczonego serca, nowy węzeł zadzierzgnięty między ich duszami, ich krwią, życiem ich całym. Nic z tego. Stała się rzecz nieodwołalna i niepowrotna, i tak bezbrzeżnie głupia, i taka potworna. Targnęła nim rozpacz tak gwałtowna i obłędna, że całą siłą woli musiał się powstrzymać, aby nie wyć jak zranione zwierzę leśne i rąk własnych nie kąsać. I żal, żal zalewający wszystko czarnym, cichym morzem.
Stało się.
I naraz w pewnym momencie doznał wrażenia, jakby ta istota przed nim leżąca i do niedawna tak mu droga, była dlań najzupełniej obca. Aż się zadziwił. Podniósł na jej twarz wzrok chłodny, badawczy.
Zauważyła to i coś jakby cień niepokoju przemknął po jej licu.
— Nie gniewasz się? — szepnęła.