— Ależ to pysznie się składa! — wykrzyknęła Bergerowa. — Na sam koniec karnawału.
Zwróciła się do profesora:
— Po tym, co żona pańska przeszła i wycierpiała, należy jej się jakieś zadośćuczynienie. Musi jej pan sprawić piękną suknię balową, a potem wysłać ją gdzie nad morze dla odzyskania sił.
— Wyjazd nad morze bardzo by się pani przydał w istocie — wtrącił doktór Podkiecki.
— Tak, tak — przyświadczał Butrym z bezmyślnym uśmiechem.
Pani Zośka zauważyła, że mąż jej nie przywitał się dotąd właściwie z lekarzem.
— Och, panie doktorze — zaczęła — tacy panu wdzięczni jesteśmy oboje! Mietek czekał właśnie aż pan przyjdzie, aby podziękować za tyle dobroci mnie okazanej. Nie wiem czym panu odpłacimy...
Podkiecki zwrócił się w stronę profesora z uśmiechem i lekkim ukłonem.
— Drobnostka — rzekł — bardzo chętnie to dla państwa zrobiłem.
Wyciągnął rękę.