— Myślę o tym często i coraz częściej, choć może nie chcę. Starzeję się widocznie. I jestem sam. Jestem strasznie sam i nie wiem, czy będę miał kogo przy sobie, aby mi zamknął powieki...

— Masz przecie dzieci podobno...

Machnął ręką z lekceważeniem.

— A są tam gdzieś! Poszły za matką. O mnie nie chcą nic wiedzieć. I słusznie, bo i ja nie umiałem ojcem być... Może w innych warunkach...

Zaśmiał się naraz.

— Nie uwierzysz, w jakim byłem kłopocie, gdy mi niedawno przedstawiono... moją córkę. Najlegalniejszą w świecie córkę. Nie widziałem jej z górą dziesięć lat. Zrobiła się z niej panna dorosła i ładna. Bardzo ładna. Byłem onieśmielony. Nie mogłem się zdobyć na to, aby mówić do niej po imieniu. I ona także nie wiedziała, co ze mną zrobić.

Sposępniał.

— Jakie to głupie! Mówi się: głos krwi! Furda! Nie ma niczego podobnego. Nie kochałem nigdy matki i nie czuję się niczym z dzieckiem związanym. Gdyby było inaczej... Mogło było być inaczej...

— Czy nie twoja wina?

Ruszył ramionami.