— Patrzył na mnie łagodnie i z politowaniem. A potem wziął mnie chłodną dłonią za rękę. „Dobrze robisz, że to mówisz — rzekł — bo przekonasz się w ten sposób, jak silna jest prawda moja. Ty wątpisz, ty się pytasz, a ja wiem... ”. Ryczałem jak bóbr i ręce sobie gryzłem, i nogim jego martwe całował25, kiedy zamknął powieki.

Butrym patrzył przed siebie szeroko rozwartymi oczyma.

— On miał rację. Trzeba wiedzieć. Źle czy dobrze, wszystko jedno, aby tylko wiedzieć.

— Ale my nie wiemy nic, nic — rzekł znów Krasołucki.

— Zbyt jesteśmy nieufni, aby każdą złotą baśń przyjąć za prawdę, zbyt niestety mądrzy, by wierzyć, że z chwilą ostatnią skończy się zupełnie to, co tutaj w nas było i żyło.

Służący stanął we drzwiach.

— Proszę pana doktora...

— Co powiesz? — ożywił się Krasołucki.

— Jakaś pani... powiada, że nazywa się Tourbillon... Podobno pan doktór kazał jej przyjść rano...

Lekarz z pewnym zakłopotaniem spojrzał na profesora...