— Czy wiesz, gdzie byłem?
Ruszyła ramionami.
— Prawdopodobnie bawiłeś się. Nie mam ci tego wcale za złe, jeśliś się tylko dobrze bawił i jesteś zadowolony.
Powiedziawszy to, odwróciła się bez pośpiechu i odeszła w głąb mieszkania.
Z uczuciem niezwalczonego smutku poszedł Butrym do swojego pokoju i ściągnąwszy z siebie ubranie, rzucił się na łóżko, aby zasnąć choć na chwilę. Ale sen nie imał się wcale jego znużonych powiek.
III
Profesor Butrym pozostał sam w obszernej sali. Po wyjściu ostatnich studentów krzątał się jeszcze przez pewien czas stary służący, zbierał porozrzucane po stołach karty astronomiczne, usuwał przyrządy na właściwe miejsca i przykrywał płatami czarnej satyny dla ochrony przed kurzem. Wreszcie, widząc, że profesor go nie potrzebuje, wysunął się cicho...
Butrym siedział przy dużym stole z głową na obu dłoniach opartą. Leżał przed nim gruby podręcznik dziewięciocyfrowych logarytmów i stos kart dużego formatu, zapełnionych niekończącymi się szeregami zrównań26. Patrzył na to wszystko tępym, znużonym wzrokiem, nie mogąc zdecydować się na zabranie się do pracy. Pustkę miał w sobie przedziwną, jakby wiatr jakiś wywiał zeń wszystkie myśli, uczucia, całe zajęcie do kogokolwiek na świecie.
— Przepracowany jestem — pomyślał. — Od tygodnia oprócz obowiązkowych wykładów i ćwiczeń z uczniami siedzę po dziesięć godzin dziennie nad tymi rachunkami...
Spojrzał na rozłożone papiery.