— Cicho, Zośka, cicho. Nie rób już wymówek. Zmęczony dziś byłem strasznie i rozstrojony. Miałem takie dziwne zdarzenie...

Chciał jej opowiedzieć spotkanie z Firdussim, ale nie umiał jakoś znaleźć słów dla zaczęcia tego opowiadania. Ona nie dopytywała. Oparła głowę o jego skroń i całując go blado jednym kącikiem ust, patrzyła w zamyśleniu gdzieś przed siebie. Ujął jej dłonie i gładził delikatnymi, miękkimi dotknięciami...

— Ach, Boże! — wykrzyknęła naraz z nagłym dreszczem, usuwając swe ręce.

— Co ci jest, Zosik? Co?

— Jestem tak okropnie nieszczęśliwa!...

— Co się stało?

Patrzyła mu prosto w twarz chłodnym, badawczym, nieco jakby zdumionym wzrokiem.

— To jest straszne po prostu. Tyś mi się już tak okropnie znudził.

Usunął ją delikatnie z kolan i posadził na krześle. Sam zaczął chodzić po pokoju ze schyloną głową i założonymi w tył rękoma. Wodziła za nim wzrokiem.

— Czemu nie odpowiadasz? Czemu mnie bodaj nie pożałujesz?